W mojej rodzinie jest ostatnio ciężka sytuacja. Tata choruje na nowotwór, siostra również cierpi na kilka poważnych schorzeń. Moja mama również nie jest zdrowa. Brat mieszka w Gliwicach jednak z powodu swojej pracy zamiast być w domu z żoną, która spodziewa się dziecka cały tydzień przebywa w Opolu. Cała ta sytuacja bardzo mnie dołowała. Zaczęłam się zastanawiać jak to jest, zamiast być lepiej jest coraz gorzej. Kiedy dowiedziałam się o tym, że mój tata ma przeżuty załamałam się, od dłuższego czasu powtarzałam wszystkim, że „ja wierzę, że tata jest już zdrowy” a tu się okazało, że jest jeszcze gorzej. Nie umiałam tego zrozumieć.

Udało mi się namówić rodziców i siostrę aby wzięli udział w Wieczorze uzdrowienia i mocy w Gliwicach i kiedy w moim sercu pojawiła się nadzieja, że Pan Bóg właśnie w tym momencie uzdrawia osobę chorą na raka, po całym spotkaniu usłyszałam od jednego z członków mojej rodziny, że tata, jej zdaniem, nie został uzdrowiony. Załamałam się.

Z powodu wcześniejszego zapisania się na jeden z kursów Szkoły Nowej Ewangelizacji pojechałam tam, choć wcale nie miałam ochoty. Na miejscu w pierwszych słowach usłyszałam, że Bóg chce uzdrawiać każdego, że każdy kto do Jezusa przyszedł zostawał uzdrowiony. A ja w głowie słyszałam ”to dlaczego tata nie został uzdrowiony”.

Ale Pan Bóg nie zostawił mnie z tym fałszywym myśleniem. Przez ten weekend wlał w moje serce tyle nadziei i ufności w jego miłość, że kiedy wróciłam do domu powtarzałam wszystkim, że „ja wierzę, że tata jest po piątkowej modlitwie w Gliwicach zdrowy”. We wtorek tata pojechał na wstępne badania i okazało się, że lekarka nie widzi przerzutów na węzły chłonne jak to mówili wcześniej lekarze. Chwała Panu. Teraz czekam na potwierdzenie tej diagnozy, bo w piątek tata miał specjalistyczne badania, które mają pokazać które narządy maja komórki rakowe. Ja wierzę, że tata jest już zdrowy!