Cześć 😉

Cieszę się, że zajrzałeś na naszą stronę;) Zacznę od tego, że nazywam się Iza. Teraz mam 20 lat i studiuję w Warszawie, ale moja przygoda ze wspólnotą SNE zaczęła się nie całe 3 lata temu.
I dziś choć mam około 300 kilometrów do Lublińca to kiedy tylko mogę jestem na spotkaniach i angażuję się z całego serca na ile moje studia mi na to pozwalają. Może wydaję Ci się to na razie niezrozumiałe po co, dlaczego? Przecież jak i Ty mam swoje życie, sprawy, mnóstwo obowiązków i rzeczy przyjemnych, które chciałabym zrobić. A jednak sporą część mojego czasu poświęcam na nasze spotkania. Może kiedy opowiem Ci moją historię zrozumiesz, co mnie ciągnie właśnie  tutaj. A wszystko zaczęło się w dzień mojej imprezy 18stkowej…  Czytaj dalej…

Byłam wtedy fatalnie umęczona tą całą imprezą, tyle starania, żeby wszyscy się dobrze bawili, tyle czasu, żeby to przygotować, a ja? Ja bawiłam się fatalnie. Stało się też tam coś, co bardzo mnie zabolało. Czułam się przez to gorsza, gorsza i jeszcze raz gorsza i brzydsza od każdej dziewczyny, która tam była i wszystkich, jakie kiedykolwiek spotkałam. Zaczęłam żałować tej imprezy. Pomyślałam sobie:” co w tym moim życiu jest? Nuda. Pustka. Nawet takie rzeczy jak 18stka to tylko kolejna rzecz, którą jak najszybciej chciałabym mieć za sobą.  Na nic nie czekam, nic mnie już nie cieszy, na nic nie mam odwagi bo i tak jestem gorsza i każdy zrobi to lepiej i na pewno nic mi się nie uda.” Wtedy w jakimś takim akcie desperackiej modlitwy powiedziałam Jezu zrób coś- chcę być szczęśliwa, a zdecydowanie nie jestem i nie byłam nigdy wcześniej. I dziś już po takim czasie widzę, że to była pierwsza moja SZCZERA modlitwa do Boga, od długiego czas, o ile nie pierwsza w życiu. Co było dalej?

Na początku nic szczególnego, może nawet trochę zapomniałam o tamtym wieczorze i  tym wołaniu. Coś się ruszyło 15 marca 2012. Wiecie co to za data? Kiedy zdałam prawo jazdy;) Może Wam się to wydać dziwne, ale dla mnie to było bardzo ważne. A szło mi delikatnie powiedziawszy źle. Bardzo mnie męczyły jazdy, wracałam z nich wyczerpana. Bardzo mi na tym zależało między innymi dlatego, żeby zadowolić tatę. Wiedziałam, że to chyba jedyna szansa w życiu, żeby usłyszeć, że jest ze mnie dumny. No i tak się stało. Zdałam za pierwszym razem, a on obdzwonił wszystkich. NIGDY wcześniej tak nie zrobił! Strasznie się cieszyłam. W końcu coś mi się udało. Przez chwilę nie byłam tą gorszą. Ale jak się okazało wcale nie to było najistotniejsze w tym dniu. Zadzwonił do mnie tego dnia ksiądz z pytaniem czy nie chcę pojechać na mszę z modlitwa o uzdrowienie do Bytomia. I tak jak wróciłam z Częstochowy od razu poleciałam pod Kościół i jechałam do Bytomia. Dwa tygodnie później już swoim nowym autem i ze świeżo odebranym prawkiem pokonywałam moja pierwszą trasę. Jak to wyglądało to tylko Ci, którzy ze mną jechali wiedzą, bo zabroniłam im cokolwiek i komukolwiek mówić. Cóż małe wpadki każdemu mogą się zdarzyć, prawda?:P Niby nic a właśnie tak to się zaczęło. Co konkretnie?

Dla mnie tak się zaczęło powstawanie wspólnoty SNE w Lublińcu. Jej powstawanie to kolejna znacznie dłuższa historia. Ale jeśli chcesz ją poznać przyjdź, spytaj kogoś z nas, jak to było 😉 Ja dziś uchylę Ci tylko rąbka tajemnicy, a mianowicie co teraz robimy i jak to wygląda. Spotykamy się regularnie w każdy piątek. Spotkania zaczynamy od modlitwy, mnie ta modlitwa często napełnia taką radością, jakby Bóg uchylał nam czasie tych spotkań kawałeczka nieba. Takie modlitwy we wspólnocie ożywiły też moją osobista modlitwę w domu. Myślę, że teraz większość z nich jest szczera, nie tak jak przed dwoma laty. Później ktoś z nas mówi konferencję, czasami robię to nawet ja. Strasznie się cieszę, kiedy mogę to robić i lubię to. W końcu czuję, że coś w życiu robię, że działam. Co najlepsze to dodało mi również odwagi, żeby angażować się w różne rzeczy na studiach. Cieszę się, bo przedstawianie prezentacji czy zaangażowanie się w dyskusję na zajęciach nie jest dla mnie takim stresem bo prowadząc spotkania we wspólnocie nauczyłam się mówić do większej liczby osób, a nawet czerpać z tego przyjemność. Spotykamy się też w mniejszych grupkach na rozmowie…. Dla mnie jest to czas wygadania się. Mówimy o różnych problemach, które nas dotykają, o tym co nam wyszło, a co nie i wszystko zostaje między nami. Co najlepsze- mnóstwo się śmiejemy 😉 I to jest fantastyczne 😉 Poznałam wspaniałych ludzi, którzy w najtrudniejszej decyzji w moim życiu byli przy mnie, modlili się za mnie i dzięki ich wsparciu te ciężkie chwile stały się lżejsze. W pierwszy piątek miesiąca organizujemy też mszę, a po niej modlitwę uwielbienia właśnie taką, którą ja przeżyłam tego 15 marca 2012 roku i zaczęłam ożywać.

Cóż jeszcze mogę powiedzieć?  Teraz czuję i wiem, że żyję. Cieszę się tym, ale… Martwię się, czy u Ciebie wszystko idzie dobrze? Może tez masz wrażenie, że Twoje modlitwy są martwe i nic nie dają? Może jeszcze nie próbowałeś się modlić? Może nie umiesz znaleźć swojego miejsca w życiu? Może brak Ci przyjaciół?

Wiem, że Jezus nigdy nie chciał, żeby tak było. Troszkę go poznałam między innymi dzięki wspólnocie i wiem, że bardzo chce mojego i Twojego szczęścia. Mnie trudno było w to uwierzyć. Myślę, że dlatego dał mi miejsce, w którym mogłam razem z innymi go odkrywać i poznawać.

I w taki sposób w dużym skrócie opowiedziałam Ci coś o nas. Jesteśmy wspólnotą Szkoły Nowej Ewangelizacji. Jeśli chcesz się dowiedzieć, czym konkretnie jest Szkoła Nowej Ewangelizacji polecam Ci stronkę, na której dowiesz się czegoś więcej. I oto ona: http://www.kochaj.my/index.php/czym-jest-sne. Pierwsze kroki stawialiśmy w Bytomiu iż ich pomocą teraz również się rozwijamy. Oni również zaczynali od kilku ludzi jak my. Dziś, kiedy ich wspólnota ma wielu członków, swoim doświadczeniem wspierają innych w rozwijaniu się.

Skoro już dotrwałeś do końca  to nie zostaje Ci nic innego, jak przyjść i samemu zobaczyć, jak to wszystko wyglądaJ Nawet jeśli z mojego opisu wydaje Ci się, że to nuda, to dlatego, że mi po prostu brak talentu, żeby lepiej to opisać:P Zapraszam, bo wartoJ Nie pożałujesz!